Wspomniana rewolucja dotyczyła całej gamy elementów – zmianę przygotowania motorycznego, inne podejście do taktyki czy w końcu zakwestionowanie roli niemieckiej federacji. Jednak dla mnie najistotniejszą zmianą była próba zidentyfikowania i przeobrażenia mentalności niemieckich piłkarzy. Fantastycznie zapowiadająca się już podczas Weltmeisterschaft w 2006 roku, kazała czekać na najcenniejsze owoce kolejne 8 lat.
Mistrzostwa Świata to turniej specyficzny, który można wygrać tylko pod warunkiem optymalnego przygotowania psychologicznego. Samo bycie „mocnym psychicznie” zdaje się nie wystarczać do ostatecznego zwycięstwa. Dopiero m.in. świetnie opanowane techniki koncentracji oraz relaksacji, w połączeniu np. z umiejętnością budowania i utrzymywania odpowiedniego poziomu pewności siebie dają szansę na ostateczny triumf.
Jak wiele drużyn po wspaniałym wyniku 7-1 w półfinale z mityczną Brazylią podeszłoby do finału nie w optymalnej mentalnej dyspozycji? Jak wielu zawodników w dogrywce finału zaczęłoby się zastanawiać: „Co jest nie tak? Przecież ograliśmy Brazylię tak łatwo! Dlaczego nie możemy nic dzisiaj strzelić? Czy to się w ogóle jeszcze uda?”.
Niemcom nauka odpowiedniego podejścia zajęła 10 długich lat. 4 wielkie turnieje, 3 półfinały i jeden finał. Dużo? Być może. Ale ich przykład pokazuje, że sport jest tą dziedziną życia, która pozwala uczyć się na błędach i nagradza wyciąganie właściwych wniosków. Droga Niemców od 2004 roku daje też nadzieję innym reprezentacjom którym się teraz nie wiedzie, że zwyciężania można się nauczyć. Trzeba jednak wiedzieć, czego się chce, założyć realistyczny plan i konsekwentnie go realizować, mimo braku gwarancji osiągnięcia sukcesu. Myślę jednak, że warto…
