Dlaczego Barcelona nie przyjechała? Bo to „Więcej niż klub”.

Gdy 19 lipca wszyscy dowiedzieli się z oficjalnych źródeł, że FC Barcelona nie przyjedzie na mecz do Gdańska, rozpętała się istna burza. To z jednej, to z drugiej strony słychać było głosy, że „na pewno nas zlekceważyli”, „nie chciało im się przyjeżdżać” i „jak tak można robić”.

Trochę późno, bo dopiero dnia następnego dotarło do mnie jednak, że „właśnie tak trzeba robić”. Albo inaczej: można robić inaczej, ale zachowanie Barcelony zasługuje na określenie „niecodzienne”. I „wielkie” zarazem.

Bo w moim odczuciu decyzja władz i piłkarzy Barcelony była podyktowana sercem
i głęboką troską o trenera. O osobę, która naprawdę zarządza drużyną i która jej przewodzi. O osobę, która stanowi dla piłkarzy wzór i która zdecydowała się ostatecznie zwolnić stanowisko ze względu na własne zdrowie. O osobę, która w pierwszej kolejności jest nie tylko kolejnym trenerem i pracownikiem klubu, lecz przede wszystkim częścią wielkiej rodziny FC Barcelony.

Warto zwrócić także uwagę na wyjaśnienia hiszpańskiego klubu, który podkreślał, że zawodnicy nie są teraz w stanie przyjechać do Polski i czerpać radości z gry w piłkę. Tak, to w tym klubie naprawdę ma znaczenie - gra się „po coś” i „dla kogoś”. A gdy nie jesteśmy w stanie grać na 100%, nie robimy tego w ogóle.

Chcąc spojrzeć na tę sytuację z perspektywy psychologii sportu należałoby wskazać na specyficzne relacje między zawodnikami a trenerem. Dość logiczne wydaje się wyjaśnienie, iż piłkarze Blaugrany w pewien sposób czują się za swojego trenera odpowiedzialni - w końcu wspólnie trenowali przez tak długi czas, wspólnie przeżywali wielkie sukcesy i spektakularne porażki. Czy mogliby więc zostawić swojego lidera w momencie najważniejszej dla niego bitwy?

Być może w reakcji Barcelony da się odnaleźć również klucz do jej nie tak dawnych sukcesów - być może nie była to tylko tiki-taka i genialne umiejętności poszczególnych zawodników? Być może to właśnie opisywana mentalność zapewniała przewagę w decydujących momentach najważniejszych meczów?

Dość mocno zastanawiają mnie również opinie osób, które opisują wielki smutek swoich dzieci jako konsekwencję odwołania przyjazdu przez Barcelonę. Czyż może być lepsza lekcja dla dzieci niż opisywana sytuacja? Czyż nie warto byłoby wyjaśnić im, że to właśnie klub, któremu wiernie kibicują, potrafi się tak fantastycznie jednoczyć i w najważniejszych momentach wybierać rzeczy najważniejsze?

Od dawna większość z nas, kibiców zna oficjalne hasło klubu ze stolicy Katalonii: „Més que un club”, co znaczy „Więcej niż klub”. I co znaczy „więcej”, przekonaliśmy się tydzień temu. Oby więcej takich klubów, dla których gra w piłkę to coś wyjątkowego. I które są wierne własnym zasadom i wyznawanym wartościom - bez względu na okoliczności.
Trwa ładowanie komentarzy...