Tu już nie chodzi o splątane nogi

Od jakiegoś już czasu stale przekonujemy się, że świat sportu nie jest dla naszych drużynowych reprezentacji zbyt łaskawy. Koszykarze próbowali, siatkarze próbowali, dzisiaj po raz kolejny spróbują piłkarze.

Zapewne również w mediach po raz kolejny będziemy przed rozpoczęciem meczu, w jego trakcie i zaraz po, mówić o psychice, o tym, czy podołali i czy się za bardzo „nie spięli”. Będziemy analizować i dyskutować - zastanawiać się, czy przygotowanie mentalne było odpowiednie.

A było? Trudno stwierdzić. Każdy mecz jest inny, każda sytuacja wydaje się być odstająca od pozostałych. Podczas kończących się dzisiaj eliminacji mieliśmy momenty bardzo dobrej gry - gdy koncentracja wydawała się być odpowiednia, gdy zawodnikom pojedynczo i drużynowo przyświecał jeden cel, gdy od reprezentacji biła pewność siebie.

Były jednak też momenty, gdy tych wszystkich elementów brakowało - jak np. podczas pierwszego starcia z Ukrainą na Stadionie Narodowym. Szybkie dwie bramki, szok, chaos w drużynie. Na odrobienie strat zabrakło i szczęścia i determinacji.

Czy da się zmienić polskie drużyny? Czy mają one realną szansę na zwycięstwo nad najlepszymi? Śmiem twierdzić, że tak - jednak muszą pójść za tym prawdziwe i zdecydowane czyny, a nie tylko słowa.

Spróbowałem spojrzeć na polską piłkarską reprezentację w inny jeszcze sposób - wyobraziłem sobie ostatnie eliminacyjne potyczki biało-czerwonych jako mecze zwycięskie dzięki wykorzystaniu bardzo dobrych sytuacji, które sobie stworzyli. Kilka w meczu z Anglią w Warszawie, kilka w spotkaniu z Czarnogórą u siebie - wreszcie kilka bardzo dobrych sytuacji w piątkowym meczu z Ukrainą...

I choć nie jestem zbytnim zwolennikiem gdybania, trudno jest zaprzeczyć, że jeśli Polacy wykorzystaliby kilka z wymienionych okazji do strzelenia bramki, dzisiaj albo mieliby już awans w kieszeni, albo toczyliby bój właśnie o pierwsze miejsce w swojej grupie.

Trener Waldemar Fornalik wielokrotnie powtarzał, że nie wykorzystujemy swoich okazji, kapitan Kuba Błaszczykowski też apelował przed meczem z Ukrainą o „skuteczność do bólu”. Nie udało się.

A może nie miało prawa się udać? Może zabrakło właśnie przygotowania mentalnego? Ale nie tylko takiego, które miałoby uchronić naszych zawodników od zbytniego stresu przy wyjściu na boisko lub takiego, które miałoby na celu zwiększenie ich motywacji. Być może pomógłby trening koncentracji (tak kluczowy gdy od jednego strzału zależą losy meczu) i stworzenie „Planu B” na wypadek, jeśli stracimy 2 bramki w pierwszych 10 minutach spotkania?

Od tygodni, miesięcy i lat (!) jak mantrę powtarzamy, że nasze drużyny powinny być lepiej przygotowane mentalnie. Wspominają o tym i kibice, i działacze i wreszcie sami piłkarze. Czy coś się w tej sytuacji zmienia? Niestety niewiele... Oprócz kolejnych dat, które wyznaczają początek i koniec eliminacji.
Trwa ładowanie komentarzy...